Hetman stał na niewielkim wzgórzu, z którego spoglądał na rozłożystą łąkę. Tam, pod nim, trzy godziny temu stoczono bitwę, którą jego armia przegrała. Wzrok miał nietęgi; ten i ów dostrzegłby nawet łzę w oku hetmana. Nikt przecież nie lubi przegrywać. Cóż dopiero on, wielki hetman.

Jednak dane były przejrzyste i okrutne: bitwa skończyła się klęską na skutek jego błędnych decyzji, bez dwóch zdań. Zastanawiał się, jak przekaże te informacje królowi. Ten będzie z całą pewnością zdruzgotany. Bitwa była przecież prestiżowa, niech to szlag! Szukał wyjścia, jakiegoś rozwiązania, które sprawiłoby, że wyjdzie z tej sytuacji z twarzą. Wyobraził sobie, jak król – to więcej niż prawdopodobne – odczyta mu artykuły, na mocy których będzie zamierza pociągnąć go do odpowiedzialności. Ani chybi, skończy się to dymisją. Oby tylko nią! Miał tak wiele do stracenia. Równie wiele oddałby, by cofnąć czas; o tak, wówczas byłby mądrzejszy. Spojrzał na niebo. Zaraz zacznie padać. Na szczęście miał ze sobą parasol. Przezorny zawsze ubezpieczony, wyszeptał, po czym krokiem skazańca oddalił się w kierunku obozu.