Zawsze, gdy kończył wieczorną, a może właściwiej będzie powiedzieć: nocną, bo wieczorem to audycja się ledwie rozpoczynała, zachęcał swoich słuchaczy do ostatniego punktu ich spotkania na radiowej antenie. To właśnie To i Owo, które z czasem zyskało miano, etykietkę, pozycji kultowej w mieście.