O tym, że dyplom szkoły aktorskiej nie jest jednoznaczny z tym, że resztę życia spędzi się już w blasku reflektorów oraz fleszy dziennikarskich aparatów, Włodek przekonał się na własnej skórze. Podobnie zresztą jak jego przyjaciele ze studiów. Angaże dostali nieliczni, a cała reszta zasiliła i tak już liczne grono osób bezrobotnych.

Włodek nie chciał jednak dać za wygraną. Nie wyobrażał sobie nawet sytuacji, w której po wielu latach ciężkiej pracy musiałby podjąć się jakiejś źle płatnej pracy lub też się przebranżawiać. Spędził wiele wieczorów wyobrażając sobie siebie pracującego w teatrze. Wtedy to w jego głowie zaświtał szalony pomysł: a gdyby tak założyć własny, alternatywny teatr? Przedstawił swój pomysł znajomym ze studiów, którzy przyjęli go z entuzjazmem. Wspólnie znaleźli odpowiednie lokum na ich pierwszą, kameralną scenę. Zgłosili swoją działalność, wyremontowali pomieszczenie i zaraz po tym, jak nastąpiła weryfikacja projektów bhp nowego teatru, zaczęli swoje pierwsze próby. Wieść o premierze rozeszła się dzięki poczcie pantoflowej oraz niewielkich afiszach, w które zainwestowali sami aktorzy. Dochód z biletów póki co nie pozwala na wypłacenie gaży aktorom. Niemniej jednak pieniędzy wystarczyło na opłacenie czynszu i mediów. Rokowania na przyszłość nie są więc złe.