Można sobie wyobrazić rozczarowanie, a także kolosalne zaskoczenie Mariusza Gwoździa, warszawskiego literata, choć niespecjalnie znanego w głównym nurcie, kiedy wydawnictwo, do którego zaniósł w pierwszej kolejności swoje najnowsze dzieło, ponad ośmiuset stronicową „Warszawską karuzelę” po nieco ponad tygodniu wysłało mu odpowiedź, w której stwierdzano, że powieść nie nadaje się do publikacji. Zarzucano jej między innymi zbytnie epatowanie przemocą, nawet jak na opowieść kryminalną, nadmierną surowość i bezwzględny realizm, wręcz naturalizm. Tak, Mariusz Gwóźdź był bardzo zaskoczony.

sushi bar Warszawa

Jak dotąd nigdy nie był przekonany, że stworzył wielkie dzieło, powieść doskonałą. Aż do „Warszawskiej karuzeli”, którą uważał za dzieło swego życia. Zwłaszcza zadowolony był i dumny z osadzenia pośród fikcyjnej opowieści autentycznych stołecznych miejsc – sushi bar Warszawa, Torwaru czy Dworca Głównego – który to zabieg jego zdaniem czynił powieść jeszcze bardziej wyjątkową, jeszcze bardziej naszpikowaną realizmem. Zupełnie zatem nie pojmował odmowy i krytyki wydawnictwa.